7 marca, 2022

Wolontariat na granicy w Dołhobyczowie

Wolontariusze, którzy wzięli udział w projekcie:

"Pomaganie nie jest jak się konwencjonalnie myśli, czynem charytatywnym, który należy chwalebnie wykonać, jest ono czymś, co każdy powinien zrobić."

- Peter Singer

„It’s a good day, it’s a safe day”.

Takimi słowami przywitała mnie około 25 letnia Ukrainka, której podawałam kubek z kawą na przejściu granicznym. Akurat zachodziło słońce. Na sekundę świat się zatrzymał, był znów dobry.

Na granicy panuje chaos, przechodzą tysiące ludzi. Większość z nich to matki z dziećmi.

Dysponując garstką świeżo poznanych słów próbujesz wytłumaczyć co dalej. Gdzie mogą się udać, jak kupić kartę do telefonu, pomagasz skontaktować się z bliskimi. Najważniejsze, aby szybko znaleźli się poza przejściem granicznym, ale z drugiej strony chcesz im dać coś ciepłego do picia czy jedzenia. Dzieci potrzebują kaszki, mleka, pieluch. To nie mieści się do walizki, z którą uciekają.

Ochotnicze Straże Pożarne jeżdżą od rana do nocy między przejściem granicznym, a najbliższymi ośrodkami dla uchodźców. Wsadzamy tych ludzi do „czerwonu maszynu” ile tylko można zmieścić. „Rybionki” siedzą na kolanach swoich matek, zaraz odjadą. Co będzie z nimi dalej? Na część z nich czeka rodzina, inni znaleźli schronienie w prywatnych domach, ktoś będzie czekał na dach nad głową, a jeszcze ktoś inny pojedzie za granicę. Nie ma czasu. Idzie kolejna fala uchodźców, którym trzeba znaleźć transport, nakarmić. Jest zimno, rozkładamy koce, rano było -6 stopni.

Ale od początku… W zasadzie przyjechaliśmy podrzucić do ośrodków pluszaki dla dzieci. Spontaniczna zbiórka, żeby chociaż na chwilę odciągnąć myśli dzieci od sytuacji. Spodziewaliśmy się pełnego bagażnika, a w 2h uzbieraliśmy na parkingu 4 samochody (jesteście wielcy!). Jedziemy. Po drodze znajdujemy dwa ośrodki, z którymi umawiamy się na przekazanie zabawek. Trochę pakujemy do plecaków, na wypadek gdyby udało nam się dotrzeć do granicy.

Wracając oferujemy transport uchodźcom z granicy. Taki jest plan. W pierwszych dniach pomagających jest więcej, zatem wcale nie jest łatwo dojechać do granicy. Rozdzielamy się. Klaudia i Aga jadą na granice w Dorohusku, wracają z matką z dzieckiem. Wiemy od nich, że będzie ciężko przejechać.

Splotem różnych okoliczności trafiamy do Hrubieszowa. To będzie nasz dom przez następny tydzień. W ośrodku zamieszanie, pytam czy możemy coś zrobić, pomóc. Jest sobota, mamy ręce chętne do pracy. Spotykamy Jolę, która mówi: to podrzucie jedzenie na granicę do punktu, gdzie wolontariusze pomagają tym, którzy właśnie przekroczyli granicę. Jedziemy, tam zostajemy.

Pierwszy dyżur trwa prawie 24h, adrenalina robi swoje, działamy na Pełnych obrotach. Ponad 27km wydreptanych pomiędzy odprawami a szlabanem, żeby jak najszybciej wsadzić do samochodu matki i dzieci. Zbierasz rodzinę, biegniesz do szlabanu i wykrzykujesz w tłum miasto. Szybko dogadujesz ilość miejsc, czy są foteliki, czy jest dom czy trzeba znaleźć po drodze nocleg. Jadą. Biegniesz po kolejną rodzinę.

Następny dzień nas przygniata. Pojawiają się słuchy o nadużyciach kierowców z prywatnych samochodów. Dzień, w którym pęka serce. Dzień, w którym nikt z nas nie zaśnie. Dzień, w którym gaśnie wielki płomień dumy. Bo musisz wiedzieć, że w obliczu tej tragedii wielka nić porozumienia i chęć „dawania” niesie i mobilizuje do działania. Łączy.

Jednak znów liczy się czas. Rozporządzeniem wojewody całkowity zakaz zabierania pasażerów z granicy. Pędem do policyjnego radiowozu, żeby ogłosić odwrót samochodów i przekierować ich do ośrodków, gdzie będę mogli się zarejestrować i legalnie zaoferować pomoc.

Od tej pory ludzie zaczynają się gromadzić, ponieważ strażackie wozy nie są w stanie w jednym czasie przewieźć tylu ludzi. Szukamy busów, autokarów żeby pomóc szybko opuścić przejście graniczne. Żeby nie zmuszać ludzi do przewożenia z miejsca w miejsce. Ściągamy autokary na granicę, załatwiamy przepustki.

Pojawiają się nowe wyzwania. Autobusy mają limity, a czekających na przejazd do Warszawy jest zawsze więcej. Ludzie zaczynają na siebie wchodzić, wyprzedzać matki z dziećmi. To dzień, w którym z wolontariusza podającego kubek herbaty musisz na chwilę zmienić się w kogoś kto bezlitośnie zapanuje nad tłumem. Piszę o tym, bo ta cała nasza pomoc bywa trudna. Nie zawsze jest to ciepłe słowo, czasem to bardzo trudne decyzje. Czasem musisz zdecydować kto zostanie i będzie czekał, a kto już może bezpiecznie w cieple ruszyć dalej. Piszę o tym, bo nigdy nie sądziłam, że chcąc pomóc będę musiała krzyczeć na ludzi i traktować ich tak ja nigdy nie przyszłoby mi do głowy. Trzeba wyhodować grubą skórę. Nie zawsze, nie każdy w obliczu własnego zagrożenia myśli najpierw o potrzebujących, słabszych.

 W tej relacji nie będzie o emocjach i rozmowach z uciekającymi. Zamiast tysiąca smutnych słów zostawiam jedną. Chłopczyk, na oko 10 lat, Serioża. Powiedział, że jest wdzięczny za naszą pomoc. Staje z nami ramię w ramie robiąc herbatę i kawę dla swoich rodaków, którzy od rana tłumnie przychodzą do Polski,  bo skończyła się godzina policyjna na Ukrainie.

Codziennie przechodzi tam ok. 8 tyś osób nie wiedząc co czeka ich po drugiej stronie. Bariera językowa, przerażenie, brak wiedzy. Przechodzą same dzieci z babciami, bo rodzice zostają w służbach medycznych. Przechodzą całe rodziny, kobiety w ciąży, kobiety z noworodkami.

Służby na miejscu, które chociaż przychylne naszym działaniom, mają swoją odpowiedzialność, zatem dochodzi do zgrzytów. Potworne zmęczenie wolontariuszy, którzy przez wiele dni w kilkunastogodzinnych dyżurach na dworze pracują na granicach. Wciąż brak rąk do pracy. Wciąż nowe zbiórki, żeby mieć czym nakarmić tych ludzi.

Podziękowania

To byłby najobszerniejszy akapit, ale skupię się dzisiaj na projekcie Marzyciele Pomagają. Joanna Borucka, dziękujemy za zwiększenie urlopu na pomaganie do 10 dni! Dziękujemy, że na każdy nas sygnał poruszałaś niebo i ziemię. Gdy myślę o słowach „Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi” zawsze stajesz mi przed oczami. Wielki szacunek!

Dziękuję Kamili, z którą przez te wszystkie dni ramie w ramie pracowałam na przejściu (mała kobieta o wielkim sercu i harcie ducha), dziękuję Madzi i Klaudii, że do nas dojechały na granicę, dziękuje za cały dreamteam, który cały czas wspiera pracę wolontariuszy na granicy i działa!

Chcesz pomóc?
Potrzeba wolontariuszy do pracy na granicy w Dołhobyczowie. Zaplanuj na to minimalnie 4 dni, potrzeba stałych dyżurów. Szczególnie od poniedziałku do piątku. Szkolenie nowych osób wprowadza zamieszanie i utrudnia zaplanowanie pracy. Krótki wolontariat nie pomaga niestety. Nocleg możliwy na miejscu. Zgłoś się do: nbulyk@katalogmarzen.pl

Jak pomagamy jako Katalog Marzeń?

1. Stworzyliśmy stronę, gdzie znajdują się atrakcje udostępnione bezpłatnie dla dzieci zza naszej wschodniej granicy, które znalazły schronienie w Polsce lub żyją tu od dawna. Wierzymy, że każda forma oderwania myśli dzieci od tego, co dzieje się w ich ojczyźnie to ogromne wsparcie ich zdrowia psychicznego. Pokażmy im, że są dla nas ważne i będziemy walczyć o ich dzieciństwo. Przywróćmy odrobinę uśmiechu w ich trudną rzeczywistość. 💜https://ukraina.marzycielepomagaja.pl/

2. Postanowiliśmy przekazać 10% wartości sprzedaży od dziś do 8 marca na wsparcie działań pomocowych dla Ukrainy na Polską Akcję Humanitarną 💰.

Planujemy też inne działania, które są w trakcie przygotowań, poinformujemy o nich wkrótce. Wspierajmy się wzajemnie w tych trudnych czasach i nie bądźmy obojętni!

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.